7799, Big Pack Books txt, 5001-10000

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Piotr Bondel ObszarZnajdowali si� blisko, za blisko i by�o ich wielu. Zawadzi�em nog� okorze�, leciutki powiew wzburzy� moje w�osy. Unios�em g�ow�, kilka krok�wprzede mn� w pniu drzewa tkwi�a bia�a strza�ka. Nie mia�em chwili dostracenia i ruszy�em biegiem przed siebie. Ta niewielka strza�ka tospecjalno�� mojej gromady, a w�a�ciwie jej Przewodnika. Tylko on m�g� j�wys�a�.Przypomnia�em sobie jak kiedy�, gdy by�em dzieckiem udowadnia� sw� moc.M�wiono wtedy, �e jest za stary, �e za ma�o ju� si�y mo�e u�yczy�gromadzie. Wtedy on zgodnie z prawem poprosi� o pr�ba. Powiedzia�: "poka�ewam co�, czego nigdy nie widzia�y wasze oczy". Na skraju osady w napr�dceskleconej zagrodzie umie�ci� t�ust� �winie. Kaza� nam czeka� i patrze�.Sam oddali� si� a� stracili�my go z oczu. Wszyscy wpatrywali si� w zwierzeoczekuj�c w napi�ciu czego� niezwyk�ego. Mija�y chwile, nagle �winia pad�ai nie poruszy�a si� wi�cej. W jej grzbiecie tkwi�a bia�a strza�ka. By�o totak niepoj�te, �e nikt nawet nie drgn��. "Czy kto� z was potrafi tegodokona�? Przyjd�cie do mnie" - us�yszeli�my g�os Przewodnika. Ca�a gromada- czterdziestka m�czyzn i kobiet - powoli ruszy�a z miejsca. On sta� przykamieniu na rozdro�ach i tam te� oddali�my mu cze�� i odnowili�myprzewodnictwo. Wieczorem odbyta si� uczta, na kt�rej zjedli�my ofiar�tajemnej mocy. Lecz ja nim nast�pi� wiecz�r zrobi�em co� jeszcze.Policzy�em kroki od kamienia do zagrody. By�o ich blisko dwa razy potysi�c, czyli wi�cej ni� tysi�c krok�w doros�ego m�czyzny. Wiec teraz,gdy ujrza�em bia�� strza�ka wiedzia�em, �e w najlepszym razie pogo� jestTysi�c krok�w za mn�.Przyspieszy�em, gdy� las nagle sko�czy� si� i bieg�em teraz przez du��polan�. Nie mia�em czasu na odpoczynek. Napi��em mi�nie i ca�� si�� woliwprawi�em nogi w jeszcze szybsze tempo, by jak, najpr�dzej skry� si� wcieniu drzew po drugiej stronie. W moim umy�le znowu rozkwit�y obrazy zprzesz�o�ci.Od czasu gdy odnowili�my przewodnictwo ros�em w kr�gu tajemnicy tamtejpr�by. Wiele jeszcze razy liczy�em kroki, szuka�em �lad�w jakiej� sztuczkiczy oszustwa t�umacz�cego te rzecz niepoj�t�. I nic nie znalaz�em.Musia�em uwierzy� w moc Przewodnika. I od tej chwili przez wiele latbacznie go obserwowa�em. Widzia�em potem wielokrotnie bia�e strza�ki i tojak pomaga�y w polowaniach, i to jak przechyla�y szal� zwyci�stwa wwalkach z innymi gromadami na nasz� stron�. Wiara w moc Przewodnika ju�nigdy nie upad�a, przeciwnie ros�a z roku na rok. I ja sam j� odczuwa�em.�y�o si� nam jakby l�ej i lepiej i nawet starcy, kt�rzy dawno powinniodej�� do Kraju Wiecznie �pi�cych odm�odnieli. Ale atmosfera wok�Przewodnika, jego czysta, niczym nie zm�cona moc nie dawa�y mi spokoju. Imstawa�em si� starszy, tym bardziej pragn��em pozna� jej �r�d�o, pozna� iopanowa� j� - sta�o si� to dla mnie celem w �yciu.Piek�cy b�l policzka przywr�ci� mnie rzeczywisto�ci, �ciana lasu wita�azbiega uderzeniem ostrych ga��zi. Bieg�em ca�y czas na Wsch�d. Wiedzia�em,�e jest to jedyny kierunek. Tylko tam mog�em, tylko tam musia�em ucieka�.I bieg�em coraz szybciej, by jak najdalej zostawi� moich prze�ladowc�w iby m�c cho� para chwil odpocz��. Nie zna�em kresu ucieczki i niewiedzia�em gdzie ko�czy si� gro��ce mi z r�k gromady widmo �mierci, azaczyna si� ocalenie. Nikt nie wiedzia� gdzie si� TO zaczyna i co TAMjest, wszyscy wiedzieli tylko, �e jest TO na wschodzie i �e nikt STAMT�Dnigdy nie powr�ci�. Noc mia�a si� ku ko�cowi, a zmys� m�j ci�gle wyczuwa�blisko�� po�cigu. Wiedzia�em, �e gdy wzejdzie s�o�ce i nadejdzie dzie�Przewodnik z my�liwymi zatrzyma si� na posi�ek i odpoczynek. Ja gdy tamcib�d� nabiera� si� musze odskoczy� od nich jak najdalej, by dopiero potemprzez chwile da� odpocz�� cia�u. M�j umys� odpoczywa� w trakcieprzeb�ysk�w przesz�o�ci. Przesz�o�ci, kt�ra wyznaczy�a kierunek mojejobecnej ucieczki.Wej�cie do grona doros�ych m�czyzn by�o w naszej gromadzie zawszewydarzeniem, dla mnie sta�o si� ono mo�liwe dzi�ki kilkuletnimpodpatrywaniom Przewodnika. W wybranym dniu czternastu kandydat�w uda�osi� z nim poza obr�b osady. Oddalali�my si� szybko i wieczorem doszli�mydo nieznanej nam polany. Dotychczas nikt z nas nie m�g� zapuszcza� si� takdaleko, teraz nie wiedzieli�my nawet w kt�rym kierunku s� nasze domy.Zadanie polega�o na tym, �eby odszuka� jeden z czternastu kamieni ukrytychprzez Przewodnika w okre�lonej przez niego okolicy. Ka�dy z tych kamienimia� wyryte imi�, kt�re przypada�o znalazcy. Od tej chwili wyznacza�o onodalszy bieg �ycia swemu nosicielowi. Przewodnikowi mo�na by�o przynie��tylko pierwszy znaleziony kamie� bez wzgl�du na unie tam wyryte. Nie mo�naby�o szuka� innych kamieni i nikt tego nie robi�, gdy� Przewodnik zawszezna� prawd�. A ten kto pr�bowa�by go oszuka� mia� by� wykluczony z gromadyi na zawsze pozosta� bez imienia. Nikt te� nigdy nie wiedzia� z jakimiimionami kamienie wybra� Przewodnik, i czym si� przy tym kierowa�. By�a tojeszcze jedna tajemnica. Siedzieli�my wiec na polanie, przed nami siedzia�Przewodnik trzymaj�c w d�oniach woreczek z kamieniami.Mia� je ukry� po zachodzie s�o�ca, a my nasze poszukiwania mieli�myrozpocz�� po jego powrocie. Ciemno ju� by�o, napi�cie w nas ros�o, aPrzewodnik dalej tkwi� przed nami. Wpatrywa�em si� w niego, swoj� my�l iwole skupi�em na jego twarzy. Ciemno�ci nie pozwoli�y mi dostrzec, czyprzypatruje si� nam czy te� oczy ma zamkni�te. Nagle znikn��, st�umionykrzyk dobieg� mnie z obu stron. Serce skoczy�o do gard�a, lecz po chwilizapanowa�em nad sob� i znowu skupi�em wole, tym razem na obraziePrzewodnika. W pewnej chwili przesta�em widzie� polan�, obraz zmatowia� iz pustki wy�oni�a si� schylona posta� wyrzucaj�ca kamie� do strumyka. Jaknagle ujrza�em ten obraz, tak nagle powr�ci�em wzrokiem na polan�, gdziesiedzia�em w�r�d bezimiennych jeszcze ch�opc�w.W tym samym momencie wiedzia�em, �e dokona�em rzeczy r�wnie niezwyk�ejjak bia�a strza�ka i znikniecie Przewodnika. D�ugo jeszcze siedzieli�mynim powr�ci�, tym razem w normalny spos�b. Na poszukiwanie mieli�my reszt�nocy i nast�pne dwa dni a� do zachodu S�o�ca. Gdyby w tym czasie kto� nieznalaz� kamienia m�g� jeszcze raz powt�rzy� pr�b� przy nast�pnej okazji.Gdyby i te poszukiwania sko�czy�y si� niepowodzeniem, zosta�by jakobezimienny wykluczony z gromady. Tak stanowi�o nasze prawo. Nikt z nas niewyruszy� w nocy na poszukiwania, dopiero rankiem rozbiegli�my si� w r�nestrony. Maj�c w pami�ci nocny obraz bez trudu odnalaz�em strumie� imiejsce gdzie upad� kamie�. Szybko schyli�em si� i odwr�ci�em go drug�stron�. Wyryte by�o tam imi� Morii - co znaczy�o Szukaj�cy Tajemnicy.Zadr�a�em i omal nie wypu�ci�em kamienia z r�ki. Czy�by Przewodnikprzejrza� mnie i specjalnie skierowa� do tego w�a�nie imienia? W pierwszejchwili uwierzy�em w to, lecz gdy opad�y emocje doszed�em do wniosku, �e toniemo�liwe. Niczym si� przecie� przed nim nie zdradzi�em, Przewodnik niem�g� wiedzie� tego, czego ja dowiedzia�em si� dopiero tej nocy. Zupe�nieju� uspokojony wyk�pa�em si� w strumieniu i gdy S�o�ce chyli�o si� kuzachodowi wr�ci�em na polan�. Z czternastu ch�opc�w trzech nie znalaz�okamieni. Reszta wraz ze mn� otrzyma�a znalezione imiona na wielkiejuczcie, kt�ra si� odby�a wieczorem w osadzie.Pierwszy promyk wschodz�cego S�o�ca na nowo obudzi� m�j umys�. Ci�glebieg�em, las by� mniej gesty i w oddali ukaza�y si� s�abo poro�ni�tewzg�rza. Tam dobiegn� i odpoczn� - pomy�la�em. Upad�em na szczyciepierwszego wzniesienia i natychmiast zapad�em w niespokojny sen.Na tamtej uczcie dowiedzieli�my si� te� o Obszarze. Powiedziano nam, �ejest takie miejsce, tam gdzie wschodzi S�o�ce, z kt�rego nie ma powrotu.Nikt nie wie gdzie le�y granica Obszaru, ale ten kto j� przekroczy nigdystamt�d nie wr�ci. Tylko Przewodnik zna� w przybli�eniu miejsce tejtajemnej granicy. Historia nasza m�wi�a, �e Obszar odkryto przypadkowo inie od razu zyska� sobie miano tajemnicy. Wiele pokole� min�o nimuwierzono, �e w tamtym rejonie znikaj� ludzie. A ci, kt�rzy byli �wiadkamitakich zdarze� roznie�li wie�� po r�nych gromadach i z up�ywem lat corazrzadziej zapuszczano si� w tamt� okolice. Tak powsta�a legenda Obszaru. Zczasem trafi�a ona te� do naszych praw. Ka�dy kto wykroczy� przeciwkoobowi�zuj�cym obyczajom czy prawom i zosta� skazany na �mier� m�g� zmieni�wyrok podejmuj�c pr�b� przekroczenia tajemniczej granicy. Wi�kszo��skaza�c�w wola�a jednak pewn� �mier� ni� niewiadom� wolno��. Z tych,kt�rzy wybrali Obszar �aden nie powr�ci� i nikt nie wiedzia�, czy omin�aich kara czy te� nie. To wszystko us�yszeli�my z ust Przewodnika tamtegopami�tnego wieczoru. Przez nast�pne lata naszej gromadzie powodzi�o si�coraz lepiej, coraz to nowi ch�opcy znajdywali swoje imiona, a ja corazpewniej pos�ugiwa�em si� swoj� moc�. Im bardziej wierzy�em, �e j� mam -tym �atwiej przychodzi�o mi z niej korzysta�. Stara�em si�, by nikt o tymnie wiedzia�.Chyba n... [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • srebro19.xlx.pl
  •